aktualności
Zimny prysznic z Al. Ujazdowskich. Rząd Tuska oficjalnie grzebie nadzieje na depenalizację marihuany
Miała być europejska modernizacja, skończyło się na powielaniu mitów z epoki prohibicji. Pod koniec czerwca do Sejmu wpłynęło oficjalne stanowisko rządu, które brutalnie weryfikuje obietnice wyborcze koalicji 15 października. W odpowiedzi na sejmowy dezyderat w sprawie depenalizacji posiadania do 3 gramów marihuany, gabinet Donalda Tuska postawił sprawę jasno: w tej kadencji żadnej liberalizacji prawa nie będzie. Dla środowiska konopnego to potężny cios, a dla polityków Lewicy – polityczny policzek ze strony koalicyjnych partnerów.
Koniec złudzeń. Rząd mówi „nie”
Ostatnie miesiące w Sejmie budziły w sercach polskich aktywistów i pacjentów ostrożny optymizm. Ponadpartyjny Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany pracował na pełnych obrotach, Ryszard Petru składał projekt ustawy zakładający legalność 15 gramów i jednego krzaka w domu, a sejmowa Komisja ds. Petycji oficjalnie wezwała Premiera do przeanalizowania znacznie skromniejszego, bezpiecznego kompromisu – zniesienia kar za symboliczne 3 gramy suszu na własny użytek.
Odpowiedź, która nadeszła z rządu pod koniec czerwca, zniszczyła ten legislacyjny entuzjazm. Ministerstwo Sprawiedliwości, wspólnie z resortami zdrowia i spraw wewnętrznych, przygotowało dokument, z którego wynika, że władza nie zamierza cofnąć się ani o krok w kwestii karania obywateli za posiadanie konopi.
Argumentacja urzędników brzmi tak, jakby czas zatrzymał się w latach 90. W nadesłanych do Sejmu pismach ministerstwa wprost stwierdziły, że depenalizacja nawet małych ilości konopi indyjskich „mogłaby prowadzić do wzrostu przestępczości związanej z innymi narkotykami”, a jako podparcie swoich tez rządzący bezbłędnie powołali się na rzekomo „negatywne doświadczenia innych państw”. Dla milionów Polaków, którzy obserwują sukcesywną i bezpieczną legalizację w Niemczech, na Malcie czy w Luksemburgu, taka argumentacja brzmi po prostu jak ponury żart.
Potężny zgrzyt w koalicji. Czarzasty i Lewica pod ścianą
Decyzja rządu natychmiast wywołała polityczne trzęsienie ziemi wewnątrz samej koalicji rządzącej. Temat depenalizacji od lat był jednym ze sztandarowych postulatów lewicowej i liberalnej strony sceny politycznej. Pod deklaracjami o konieczności zaprzestania ścigania młodych ludzi za przysłowiowego jointa podpisywały się tysiące wyborców, którzy w 2023 roku odsuwali od władzy konserwatywną prawicę.
Włodzimierz Czarzasty oraz inni liderzy Lewicy, a także progresywni posłowie Koalicji Obywatelskiej (z Klaudią Jachirą na czele) czy Trzeciej Drogi (Ryszard Petru, Ewa Szymanowska) zostali postawieni przez Premiera pod ścianą. Okazało się, że wielomiesięczna praca nad projektami ustaw, konsultacje społeczne, w których ponad 91% obywateli poparło zmiany, oraz debaty eksperckie zostały jednym podpisem wyrzucone do kosza. Konserwatywna, hamulcowa część rządu – utożsamiana głównie z PSL-em – przy cichym przyzwoleniu Donalda Tuska całkowicie zablokowała ten wolnościowy postulat.
Politycy zaangażowani w walkę o normalność nie kryją rozgoryczenia. W kuluarach sejmowych mówi się o potężnym spięciu na linii Lewica-Kancelaria Premiera.
„To absurdalne, że rząd mieniący się nowoczesnym i europejskim powiela mity o marihuanie jako 'narkotyku przejściowym'. Polacy oczekiwali realnych zmian i wolności osobistej, a dostają prokuratora za gram suszu na własny użytek. Nie odpuścimy tego tematu, bo prawo w obecnym kształcie niszczy ludzkie życiorysy” – komentują nieoficjalnie oburzeni parlamentarzyści lewicy.
Co to oznacza dla branży i konsumentów?
Sygnał, który pod koniec czerwca spłynął „z góry” do Sejmu, jest bezwzględny. Choć posłowie mają pełne prawo do dalszego procedowania i składania autorskich projektów ustaw (jak projekt „15 gramów i jeden krzak”), to bez zielonego światła od rządu i dyscypliny partyjnej w głosowaniach, ustawy te utkną w sejmowej zamrażarce lub zostaną bezwzględnie odrzucone.
Dla polskiej branży konopnej i konsumentów konopi rekreacyjnych konkluzja na drugą połowę 2026 roku jest smutna: rewolucji nie będzie, a Polska na mapie Europy pozostaje policyjnym skansenem. Każdy, kto decyduje się na posiadanie choćby najmniejszej ilości marihuany bez recepty lekarskiej, wciąż musi liczyć się z ryzykiem zatrzymania, przeszukania mieszkania i wyroku do 3 lat pozbawienia wolności. Prohibicyjna machina, mimo zmiany władzy, kręci się dalej w najlepsze.
Dziękujemy że przeczytałeś ten artykuł do końca.
Powstał on z myślą właśnie o Tobie, o ludziach, dla których ważna jest niezależna i rzetelna informacja i to, że dostęp do wszystkich treści tutaj publikowanych jest i będzie darmowy. Nie stoją za nami korporacje, ani organizacje. Funkcjonujemy dzięki reklamodawcom i dzięki Tobie oraz innym naszym czytelnikom. Jeśli masz ochotę wesprzeć niezależne dziennikarstwo w Polsce, możesz to zrobić poprzez dobrowolną wpłatę. Wystarczy, że wybierzesz jedną z poniższych opcji. Nawet niewielka miesięczna kwota pomoże nam w rozwijaniu erakonopi.pl
Wpłaty obsługuje bezpieczny i sprawdzony system PayPal.
Przeglądaj zasoby EraKonopi.pl


